Giorgio Armani Si edt to najlżejsza, wiosenna odsłona Si. Pachnie jak Si, które w słoneczny marcowy poranek otworzyło okno i wpuściło do środka świeże, rześkie powietrze.

Kiedy pisałam o Giorgio Armani Si Rose Signature, wspomniałam, że w końcu znalazłam Si dla siebie. Si, któremu powiedziałam „tak”. Fascynacja wprawdzie pozostaje platoniczna, bo nie mam własnego flakonu (choć czasem bardzo mnie kusi), mimo to nie rdzewieje. Nadal najbliższa mojemu sercu jest właśnie ta limitowana edycja, ale eau de toilette z podstawowej kolekcji kroczy tuż za nią. Si w koncentracji wody toaletowej ma w sobie na tyle dużo z klasycznego Si, by jego fani nie czuli się zawiedzeni, a zarazem na tyle się od niego różni, że może zaskarbić sobie sympatię nowych odbiorców, którzy preferują lżejsze kwiatowe zapachy.

Giorgio Armani Si edt

Giorgio Armani Si edt to lżejsza, wiosenna odsłona klasycznego Si.

Kotka na gorącym zielonym trawniku

Si edt jest jak biały, puchaty kot o niebieskich oczach. Nie taki, który łasi się i domaga pieszczot, ale taki, który trzyma się na dystans. Wiesz, coś jak kot Karla Lagerfelda — Choupette. Kocia księżniczka, która przyjmuje pieszczoty tylko od miękkich, wypielęgnowanych dłoni, najlepiej przyozdobionych diamentami. Spędza dnie w pięknych, luksusowych wnętrzach. Przeciąga się na białych kanapach, stąpa po bladoróżowych dywanach. Zahacza ogonem o srebrne, lustrzane wazony, w których mieszkają ogromne bukiety świeżych róż. Gdy nikt nie patrzy, zaciąga pazurkami drogie, delikatne firany i zostawia swą gładką sierść na welurze ciemnych kotar.

Ale ta księżniczka wciąż jest kotem, wciąż tęskno patrzy przez wielkie okna na rozległy ogród i czeka na ciepłe dni, kiedy będzie mogła zapomnieć na chwilę o swoim białym futerku i pobroić w trawie. Kiedy domownicy otwierają okna, ona zeskakuje z gracją z parapetu między równe rządki kwiatów i choć trochę zimno jej w łapki od wilgotnej ziemi, to trawa jest już nagrzana słońcem i zaraz spacer stanie się przyjemniejszy. Kicia pręży się w marcowych promieniach, miauczy z zadowolenia, gdy wiosenny wietrzyk przeczesuje jej futerko. Jak błogo!

Giorgio Armani Si edt

W Si edt jest więcej przestrzeni niż w Si edp, więcej świeżego powietrza.

Powiew świeżego powietrza

Słodka, soczysta gruszka i dojrzała czarna porzeczka panoszą się w otwarciu, ledwo dopuszczając do głosu cytrusy. Te szepczą tak cicho, że trzeba przyłożyć nos do nadgarstka, by je usłyszeć. Przy globalnej aplikacji Giorgio Armani Si edt są niemal niedostrzegalne. I szybko się o nich zapomina, bowiem kompozycja pędzi w stronę porzeczkowo-różanego serca. Tu porzeczka jest pękata, dojrzała, a róża słodka i pełna, ale niejednoznaczna. Czasem wydaje mi się herbaciana, czasem fuksjowa, ciężko określić mi jej barwę. W sercu powinna być też frezja, ale ja niewiele jej czuję. Może nadaje sercu lekkości, sprawia, że staje się ono wilgotne jak wiosenny poranek, ale nie ma tu ani śladu frezjowej pieprzności. Chyba właśnie dlatego nie ujęłam Si edt w zestawieniu perfum o zapachu frezji.

Powoli przesuwamy się w stronę bazy i jeśli miałabym upatrywać frezji w kompozycji, wskazałabym ją tutaj. Baza jest bowiem bardziej wytrawna, ostrzejsza od otwarcia i serca. Słodycz daje się zrównoważyć nutom drzewnym: cedrowi podkreślonemu paczulą, otulonemu cienkim woalem piżma. Echo słodkiego, kwiatowego serca opada na waniliową poduszkę — są tylko dekoracją w salonie lekkiego, przejrzystego finału.

Podoba mi się, że Si edt to nie rozwodnione Si, a Si, które wyskoczyło jak wspomniany biały, puchaty kotek przez otwarte okno na zalany słońcem trawnik i cieszy się ze swojej wolności (albo jej iluzji). Ten zapach potrzebował oddechu świeżego powietrza.

Giorgio Armani Si edt

Wersja edt najbardziej pasuje mi do delikatnej urody Cate Blanchett, promującej zapachy Si.

Wiosenna beztroska

Giorgio Armani Si edt nie jest tak intensywny jak Si edp, ani nie jest tak słodki. Wciąż jest dobrze wyczuwalny przez otoczenie i trwały, ale na tyle lekki, że nie męczy i nosi się go dość łatwo. Jest jaśniejszy, bardziej kwiatowy od pierwowzoru i od wersji Intense, w której królują porzeczki. Jest w nim też mniej róży niż w Si Rose Signature. Jest bardziej dziewczęcy i beztroski od tej wariacji, nie ma w sobie jej nostalgii. Po prostu czuć w nim wiosnę. I muszę przyznać, że to właśnie Si edt najbardziej pasuje mi do Cate Blanchett, która jest twarzą linii Si. Doskonale koresponduje z jej chłodną, jasną urodą i ciepłym spojrzeniem.

Nuty głowy: czarna porzeczka, gruszka, bergamota, klementynka, kwiat pomarańczy
Nuty serca: frezja, róża
Nuty bazy: piżmo, paczula, cedr, wanilia, ambra

Rok: 2015

 

Jak Tobie podoba się ta wersja Si?